Zacytuję artystę z jego “Dzienników geniusza”: “Natychmiast po zajeciu stosownej pozycji oddaję prawie całkowicie bezwonny stolec, tak ze perfumowany papier toaletowy tudzież gałązka jaśminu panują nad sytuacją.(..) z obrzydzeniem, niemal ze zgrozą wspominam stolec z okresu madryckich czasów szalenstw wraz z Lorcą i Bunuelem, kiedy miałem dwadzieścia jeden lat. W porównaniu z dniem dzisiejszym była to niedajaca się wyrazić cuchnąca, nieciągła, rozbryzgująca, konwulsyjna, spazmatyczna, diaboliczna, dytyrambiczna, egzystencjalistyczna, piekąca i krwawa sromota”.
Czemu o tym piszę?
Bo oczywiście, że określenie kupy (o pardonsik- stolca) epitetem “egzystencjalistycznej” i “diabolicznej” mnie rozczuliło. To po pierwsze. Egzystencjalistyczna kupa. Nic bardziej prawdziwego.
Bo napisano mi, że niedługo będą mnie zajmować tylko dziecięce kupy i przestanę się wysilac na, cytuję, wielkie rzeczy (chodzi o pisanie o tym, o czym piszę- przypominam, ze komentarze moderuję
.
Wchłonie mnie pełna wyrzeczeń, straszliwa codzienność matki
Wyrażam zatem nadzieję, że kupy te nie będą diaboliczne. Z pewnością będą egzystencjalistyczne.
Nie wiem, czy będę o nich pisać, bo przeczytałam wcześniej Salvadora, a jest on absolutnym mistrzem w opisywaniu własnych odchodów i wątpię, by ktoś mu dorównał, a ja nie lubię zajmowac drugiego miejsca. Ale, ale- kto wie. Skatologia zawsze była mi bliska, zwłaszcza odkąd przywiozłam mikroskop ze Związku Radzieckiego.
To przywodzi na myśl kwestię tabu. Kupa jest tabu. Przyznam, że kiedy dzieliłam się z Osobistym Konkubentem tematem tego wpisu, a zabierał się do nakładania spaghetti con zucchinii e funghi na talerz, zapytał : Czy podać tez stolec? pojęłam, że i na to jest czas i miejsce.
Co mnie zamyśliło. Bo nie to sprawia, że czuję obrzydzenie. Raczej.
Najbardziej obrzydliwą rzeczą na swiecie są: sierść na nóżkach wieprzowych w galarecie, szumowiny na rosole oraz guma przyklejona pod stołem, na którą się człowiek natyka, pijąc kawę w dobrej rzekomo kawiarence. Oraz, oczywiście, zapach chmielu.
I są też inne tabu. To, co ludzkie, jesli nie ma nic wspolnego z mordem, biciem, jest wciąż tabu. Choroba nowotworowa jest tabu. Umieranie jest tabu. Nie wolno umierać za głośno i manifestacyjnie, trzeba chyłkiem i w zawstydzeniu (można umrzeć od serii karabinu w głowę lub od szczegółowego poćwiartowania, vide większość filmów, ale nie umiera się na chorobę, to jest fe. Fi donc!). Seks jest tabu – poza gwałtem zbiorowym na filmie pornograficznym, oczywiście, czy nastoletnią Azjatką, proszącą widzów, by ją jak najszybciej wzięli za niewielkie pieniądze – jesli tylko ma element czułości.
Kolejnym tabu jest …ciąża. Okazuje się, że dzielenie się zdjęciem usg nie licuje z zasadami strzeżonej pilnie dulskiej prywatności (coś, jak robienie kupy, jak mniemam). Ciekawe, że emocjonalne wpisy oburzonych umieszczone na FB po tym, gdy pojawiło się moje zdjęcie na leżance z rączką usg na odsłoniętym brzuchu należaly do tylko męzczyzn – dodam, ze bardzo specyficznych (i większa ich liczba wyraziła radość). What?
Myślę sobie w związku z tym, że mimo, iż sądziłam, ze dinozaury wyginęły, jednak się myliłam. Wciąż istnieją ludzie, którzy uznają, że zdjęcie na FB rozebranej lolitki, żarty rasistowskie, antysemickie, czy zdjęcia własnej pólnagiej partnerki są bardzo ok (luźno dobierałam przykłady), nie są przejawem ani głupoty, której należy sie wstydzić, ani poglądów z czasów średniowiecza, ani braku wiedzy, czy podejrzanych skłonności czy nie stanowią faktycznego zamachu na prywatnośc- ciąża już tym wszystkim jednak jest.
Chcąc nie chcąc, pomyślałam o matkach takich panów. Czy mamy do czynienia z wycofanymi matkami Polkami, które, gdy pojawiły się jakies oczywiste niedogodności ciążowe, wymykały się do komórki albo własnej sypialni, by tak płakać po kątach i nie mącić spokoju pana i władcy?
Czy to te dzielne, skądinąd, mamy panów, którzy nie umieją ugotowac sobie obiadu, bo im się tak życie ułożyło, bo te wszytskie tajemne czynności (gotowanie, rodzenie dzieci i sprzątanie) należały do zdominowanych mam?
Przypomniał mi sie pewien krakowski prawnik, bardzo zresztą wzięty, którego uczyłam angielskiego. Dumny ojciec trojki dzieci, piękna żona, zajmująca się domem, którą z rozczuleniem nazywał “księżniczką”.
Okazało się, ze po trzecim porodzie Księżniczka cierpiała na potężną depresję. Ale, by go nie denerwować i nie budzić, bo przecież to on NAPRAWDĘ pracował, nie ona, wychodziła z łożka płakac do ich pięknej łazienki. Wspaniały mąż pochwalił się tym zachowaniem z wielką dumą.
-Tak powinna zachowywac sie prawdziwa kobieta- powiedział mi, ćwicząc angielski, przez co musieliśmy przejść na język ojczysty, bo nie chciałąm uronić ani słowa z tej wypowiedzi, a językowo młody dzielny prawnik nie był szczególnie uzdolniony- nie wierzyłam bowiem swoim uszom- Dyskrecja i prywatność. – rzekł- Kwintesencja kobiecości.
*********************
Oczywiście, że moje skatologiczne skojarzenia są próbą, prowokacją (z punktu widzenia przeciętnego człowieka, ale mam wielką nadzieję, ze bloga tego nie czytają przeciętni ludzie. Liczę, ze wielu z was z wielka ciekawością zajrzy do sedesu jutro rano – po kawie, która tak przecież poprawia perystaltykę jelit
).
Czy jest nią ciąża?
****************
menu na dziś:
jabłko
miseczka zupy ogórkowej
placek z alg
miseczka twarożku z jabłkiem
kawałek śledzia
pół czekolady
miseczka spaghetti z selerem i pomidorami
ciutka sałaty z ogórkiem, czosnkiem i smietaną. Dużo pieprzu.

Zorka
/ January 23, 2013E tam kupa.
Gorzej z tym, co ma w głowie (i sercu?) ów prawnik…
Aleksandra Łojek
/ January 23, 2013kupę ma
AgaPoznan
/ January 23, 2013ha ha ha temat jak najbardziej na czasie..” nic co ludzkie nie jest mi obce” ,wiec kupa tez nie
Aleksandra Łojek
/ January 23, 2013Pjaj
/ January 23, 2013Myślę, że tu raczej większe znaczenie miało, że krakus niż że prawnik
Aleksandra Łojek
/ January 23, 2013o, faktycznie. Powinnam zmienić optykę
Aśka
/ January 24, 2013Obudziłam się rano z myślą, że ów cytat po prostu musi się tu pojawić jako komentarz:
„Otóż te eukaliptusy wyrosły tam, ponieważ, uciekając przed tygrysami szablastozębowymi, wielkie stada słabnących mamutów ,co się były najadły eukaliptusowego kwiatu, mając od niego ( ten kwiat silnie piecze podniebienie) zgagę, piły dużo wody z Wełtawy; a woda owa, mając podówczas własności czyszczące spowodowała ich masowe wypróżnienia, dzięki którym zasadzeniu uległy ziarenka eukaliptusów tam, gdzie przedtem wcale ich nie bywało; lecz gdyby ta woda nie była zasiarczona dopływami górnego biegu ówczesnej Wełtawy, to mamuty, nie dostawszy od niej biegunki, nie spowodowałyby wyrośnięcia gaju eukaliptusowego na polach dzisiejszej Pragi, czwororęka nie przewróciłaby się , uciekając przed paleopitekiem i nie powstałby ten genowy lokus, który dał licom panny uśmiech Mony Lizy, co skusił młodego chirurga; a zatem, gdyby nie biegunka mamutów profesor Benedykt Kouska też by na świat nie przyszedł.”
Aleksandra Łojek
/ January 25, 2013Varda
/ January 24, 2013Mua, jakże czekałam na ten post…
Sama nie posiadam dzieci, ale uwielbiam, gorąco uwielbiam, to straszenie (młodych) kobiet, przyszłych matek (bądź nie) różnymi epizodami z przebiegu ciąży, porodu czy też “życia po”. Dla mnie to sadystyczne znęcanie się nad inną kobietą, by chwilę później z zachwytem wybuchnąć: “Ale to nic, dopiero posiadanie dziecka nadało mojemu życiu sens, dzięki temu wiem, co to prawdziwe szczęście” bla bla. A że tak naprawdę zamiast rzeczowego stwierdzenia ktoś zniechęca mnie, obrzydza mi przygotowanie do i samo późniejsze macierzyństwo, a później jeszcze okazuje zdziwienie z powodu tego stanu rzeczy – to inna sprawa.
Sprawa dziecięcych kupek zajmuje tu również swoje miejsce.
Interesującym jest, że faktycznie sporo matek zamyka się później w tych tematach (ale o tym już chyba wcześniej wspominałaś w którymś poście?). Nie wiem, z czego to wynika. Że sporo kobiet nie posiada zainteresowań, ponieważ poświęca się najpierw wykształceniu, później pracy, a następnie mężowi i rodzinie? Że po prostu priorytety w życiu się zmieniły i kolor kupki nagle staje się ważny?
Nie wiem. Nie chcę też generalizować.
Ale, myśląc teraz o tych oburzonych znajomych na FB – może nie chcą czytać o wszystkim? Ja np. niekoniecznie chcę czytać o dziecięcych kupkach, tak samo, jak niekoniecznie chcę czytać na FB o kłótni znajomej z jej mężem. Dla mnie to są rzeczy, o których rozmawia się z koleżanką/kolegą, mamą, mężem/żoną np. przy kawie. Taki własny system rzeczy, które mogę przekazać, a które są już “over-sharing”.
(I kolejny przeskok myślowy:) Chociaż, jak pokazuje historia prawnika z Krk, i to można doprowadzić do przesady.
A powiedz mi proszę, co to jest placek z alg?
Zaintrygowałaś mnie.
Aleksandra Łojek
/ January 25, 2013od konca- placek z alg to jest takie dziwne coś, co jest sprasowanym ryżem z algami, dostępnym tylko w szufladzie mojej chinskiej towarzyszki (buahahaha;)) pracy, co ona z kolei przywozi z Tajwanu jako wspomnienie domu rodzinnego. Cudowny smak:)
Co do oburzonych- och, pewnie. Ja też wielu wpisów niektórych znajomych nie lubię, nie podobają mi sie lub mnie drażnią. Nie komentuję ich, jesli nie są rasistowskie czy obraźliwe. Jesli ktoś umieszcza wpisy głownie przeze mnie nieakceptowane lub drażniące, usuwam delikwenta, by się nie denerwować. Osobistych wpisów, zwłaszcza przepełnionych radością, nie komentuję złośliwie, jeśli mnie drażnią. Ale na ogoł mnie nie drażnią.
Drażni mnie chamstwo, głupota, bezczelnośc, grubianstwo- takie wpisy bym skomentowała:)
Zawsze można zablokować czyjąś ścianę, jeśli razi ona uczucia. Jesteśmy tak bardzo różni, że nie ma możliwości uwzglednienia odczuć wszystkich znajomych i chyba nie o to chodzi.
Magda już nie z Poznania z większą już Mają
/ January 24, 2013A z jaką radością witana jest pierwsza kupa nowonarodzonego – znak, że jelita działają prawidłowo:) A z kolei na oddziale gastroenterologii kliniki w Poznaniu miałam okazję się przekonać, że temat kupy (czy też stolec, zwał jak zwał) prawdziwie łączy ludzi.
Aleksandra Łojek
/ January 25, 2013Magdo z większą Mają- bo to fascynujący temat zwłaszcza w ustach osób elokwentnych
Pozdrawiam ciepło.
tamarak
/ January 27, 2013po tym poście miałam oryginalne sny o tematyce defekacyjnej… naprawdę…
będę uważniejsza w sprawie tego, co czytam
Aleksandra Łojek
/ January 28, 2013okazuje się, ze nie mozna bezkarnie wypierać pewnych tematów
Ania
/ January 27, 2013A co jest zdrożnego w zdjęciu z USG? Rozumiem, że realistyczny fotoreportaż z porodu może być jednak przesadą i odarciem z prywatności, ale zdjęcie maluszka?
Aleksandra Łojek
/ January 28, 2013wrażliwosc ludzka jest rózna. Autorem tego komentarza był …fotograf. To mnie chyba bedzie bawiło do konca zycia.
Zanim go usunęłam z grupy znajomych, Osobisty Konkubent, również fotograf, posłal mi link z takim własnie bardzo ekshibicjonistycznym fotoreportazem nie tylko rodzącej kobiety, ale w dodatku w klinice ciąż zagrożonych. Fotoreportaz jednego z najbardziej wybitnych artystów…i to przywiodło mi na mysl czyjeś powiedzenie, że gdyby pisarze nie pisali o tym, co czują i przeżywają, nie byłoby książek. Myslę, że to dotyczy wzytskich dziedzin życia. A jesli kogoś oburza taka prywatność, może… nie patrzeć.Sama jestem osobą, która nie lubi być wtajemniczana w aspekty czyjegoś zycia prywatnego, jeśli nie lubię danej osoby…ale wtedy jej nie mam wsrod znajomych na FB
Mama Heli
/ January 27, 2013Bo fajna kupa jest:) Zwłaszcza kupa dziecięcia swego.Głupich nie słuchać-głupi zawsze wie lepiej. A dzieciarnia,parę miesięcy po narodzinach,jak już przestanie wyłącznie spać i-excuse le mot-srać,daje nieprawdopodobnego kopa energii. Nic,tylko góry przenosić! Zapewniam,jako matka z doświadczeniem- w dorobku dwie córki,dwa fakultety i firma,która ma tyle lat co starsze dziecię minus 5 miesięcy na w/w czynności.Proszę sobie wyobrazić komentarze pod moim adresem w Polsce lat dziewięćdziesiątych,kiedy latałam po urzędach z dzieciarnią śpiącą w chuście…Pozdrawiam serdecznie i durnoty śmiać się szczerze radzę. I pisać,pisać dużo!
Aleksandra Łojek
/ January 28, 2013czyli da się
. Precz ze straszeniem
filantropek76
/ January 28, 2013w czasie ciąży kupa może tez być tematem dnia a właściwie jej brak – ale to kwestia diety stylu życia i genetyki
własnie generalnie kupa w ciąży i tuż po niej przewija się nie tylko w straszeniu ze odtąd o niczym innym myśleć, mówić się nie będzie a) pierwsza kupa malucha, która niejednokrotnie zawija się aż na uszy, i b) własna zwłaszcza po nacięciu krocza aż po pachy… co do zdjęc usg na fb czytając ze ktos sie obruszył sadziłam, że USg robione sondą do-wcipną i na dodatek obfotografowane nie to co w usg najważniejsze czyli LUDŹ a sam fakt dokonywania badania… zazdrośc przez nich przemawia…
Aleksandra Łojek
/ January 28, 2013nie- usg mnie lezącej na leżance, nawet nie obnażonej i rzut obiektywu na scan…ale gwoli scisłosci, koemntarz pojawił się pod statusem o radości płynącej, gdy się widzi serce własnego dziecka na scanie…tu już przegięłam
filantropek76
/ January 29, 2013noo przegięłaś z pewnością
a tak zupełnie serio wiem ze nie ma piękniejszego czasu w trakcie ciąży gdy słyszysz widzisz i masz pewność że twoje upragnione serce bije… bedąc w ciazy rozważałam podłączenie sie na stałe do usg.. ale to wynik pewnej histerii niestety nie bezpodstawnej..
Aleksandra Łojek
/ January 29, 2013tak, odkrywam nowe radosci… i zaskoczenia.